Lokomotywa na korcie

Lokomotywa na korcie

Stoisz za ogrodzeniem, wygodnie się o nie opierasz i oglądasz mecz. Zawodnik, odwrócony do ciebie plecami, nagle zawraca i goni za piłką w twoją stronę. Przez chwilę czujesz się jak publiczność podczas pokazu filmu braci Lumiere o wjeździe lokomotywy na stację w La Ciotat. Boisz się, że tenisista na wózku przejedzie ci po stopie, bo tak dynamicznie zbliża się do ciebie. Uf, tuż przed ogrodzeniem znowu zawraca i odbija piłkę. Celnie.

W meczu Martina de la Puente z Rubenem Spaargarenem gem wygrany (lub przegrany, jeśli spojrzeć z drugiej strony) do 15 lub nawet do 30 dawał zawodnikom chwilę niespodziewanego, acz zasłużonego oddechu. Z kolei gem bez chociaż jednej równowagi wydawał się gemem wybrakowanym, niepełnym.

Co tu dużo gadać – było co oglądać! Hiszpan z Holendrem grali naprawdę bardzo widowiskowo i chyba bez większego ryzyka można ogłosić, że był to – do tej pory – najładniejszy mecz turnieju. Gdyby przypadkiem ktoś upierał się, że uroda rzecz gustu, to bezspornym faktem pozostaje wynik 6:4, 4:6, 6:2 dla De la Puente. Nikt też nie zaprzeczy, że mistrzem XXV Płock Orlen Polish Open zostanie Hiszpan. Który? No nie, tego jeszcze nie wiemy…

W drugim półfinale Daniel Caverzaschi pokonał Agustina Ledesmę. Także w tym przypadku widzowie nie mogli skarżyć się na nudę. W pierwszym secie Hiszpan prowadził już 4:0. Argentyńczyk zdążył wyrównać na 5:5, lecz na więcej nie miał już sił. Caverzaschi zwyciężył 7:5, 6:3.