Obaj gracze zapewnie się zgodzą, że nie był to najlepszy tenis w ich życiu. Obserwatorzy zgodzą się natomiast, że był to pokaz prawdziwie sportowej postawy. Obaj oczywiście chcieli wygrać, ale żaden za wszelką cenę.
Słowa uznania za fair play należą się przede wszystkim Geoffreyowi Jasiakowi. W pierwszym gemie sędzia podał błędny wynik – ogłosił równowagę. Francuz wiedział jednak swoje i od razu po stracie punktu ruszył do stolika, aby pociągnął łyk wody, a potem zamienić się stronami z Tadeuszem Kruszelnickim. Wiedział, że tego gema już przegrał i ani myślał korzystać z pomyłki.
Za drugim razem Jasiak błyskawicznie sprostował wywołanie autu. Piłka nie mogła upaść dalej od sędziego, więc o pomyłkę po mocnym zagraniu Kruszelnickiego było nietrudno. Na „Out!” Francuz odpowiedział „In!”, a wynik został natychmiast sporostowany.
Pokonany nie miał żadnych wątpliwości, jak należało się zachować. Końcowego rezultatu też nie zamierzał kontestować, bo zwycięstwo Polaka było oczywiste i nizagrożone. Kruszelnicki wygrał 6:3, 6:3 i po raz jedenasty awansował do finału Płock Orlen Polish Open, ale pierwszy od dziewięciu lat.

